Rekord Polski – 100 Zimnolubnych na górskim szlaku!

10 marca 2019 roku wraz z grupą kilkudziesięciu niesamowitych pasjonatów, postanowiłem ubrać szorty, założyć buty, rękawiczki i plecak, a następnie wspiąć się na Śnieżkę (1602 m n.p.m.). Zimą.

Cała akcja miała na celu pobicie rekordu Polski w ilości osób, które w dosyć niekompletnym stroju czerpią radość z górskich wycieczek. Dodatkowa misja to także promowanie zimna, jako narzędzia, dzięki któremu możemy zahartować nasze ciała, ale również (o ile nie przede wszystkim) nasze umysły. Tam bowiem odbywa się większość toczonych przez nas walk, a wygrana z samym sobą jest kluczem do osiągania niemożliwego.

Morsowanie ze znajomymi

Moja przygoda z zimnem zaczęła się od morsowania. Pomysł na ten nietypowy sposób spędzania wolnego czasu tlił mi się w głowie już dosyć długo, ale dopiero na początku tego roku wykonałem pierwszy krok. Szukając informacji dotyczących spotkań miłośników zimowych kąpieli, trafiłem na wydarzenie odbywające się na pobliskiej plaży. Co ciekawe, częściej bywałem nad okolicznymi zbiornikami wodnymi właśnie w okresie zimowym niż kiedykolwiek wcześniej. Co więcej, wiele przyjemnych miejsc, które są idealne do plażowania, odkryłem dzięki lodowym kąpielom.

I tak do swojego weekendowego repertuaru dodałem morsowanie, licząc na zwiększenie odporności, zahartowanie organizmu oraz zdyscyplinowanie myśli podczas niekomfortowych warunków. W tym momencie myślę, że udało mi się uzyskać wszystkie wyżej wymienione korzyści, a nawet wiele więcej. Zgłębiając się dalej w świat zimna, dowiedziałem się o postaci, którą zwą Wim Hof. Jest to guru wszystkich zimnolubnych i człowiek, który ma na koncie wiele chłodnych rekordów, niedostępnych dla zwykłego śmiertelnika. Jest on także twórcą specjalnej metody, dzięki której wprowadziłem do swojej rutyny specjalne sesje oddechowe oraz codziennie zimne prysznice, a takie mroźne rozpoczęcie dnia gwarantuje zastrzyk energii, większy niż od kubka jakiejkolwiek kawy. Ogromne znaczenie ma również sesja medytacji, nie da się bowiem stać pod strumieniem lodowatej wody i rozmyślać o dzisiejszych obowiązkach. W tym momencie, umysł szuka wewnętrznej siły, spokoju, uważności, dzięki której jesteśmy w stanie zmienić postrzeganie tego, co ma miejsce i myślę, że właśnie to jest największą zaletą tego rytuału.

Gościnnie w Kruszwicy

Kiedy pierwszy raz usłyszałem o akcji wejścia na górę w samych szortach, od razu przykuło to moją uwagę. Zadzwoniłem do domu wczasowego, który zajmuje się organizacją wspólnych wypraw, żeby zapytać o szczegóły. Jednak po początkowym okresie zainteresowania, uznałem, że jest jeszcze za wcześnie na takie zabawy i potrzebuję więcej doświadczenia. Ludzie, którzy lekceważą góry, niezależnie od ich wysokości, bardzo często płacą za to wysoką cenę. Przykładem może być próba wejścia kilku osób w niepełnym ubraniu, właśnie na Śnieżkę, która skończyła się hipotermią i wezwaniem pomocy. Link do tej historii załączam tutaj.

Realizację pomysłu postanowiłem odłożyć do przyszłego roku, ale natrafiłem na pewne wydarzenie, które polegało na próbie pobiciu rekordu Polski w ilości osób wchodzących na Śnieżkę w samych szortach. Od tego momentu wiedziałem, że nie może mnie tam zabraknąć. Skontaktowałem się z organizatorem wydarzenia, Maciejem Szyszką, który okazał się specjalistą w zakresie oddychania oraz obcowania z zimnem. Maciej do sprawy podchodził bardzo poważnie, wiedział bowiem, że jakiekolwiek uchybienia i brak przygotowania może mieć tragiczne skutki na szlaku. Właśnie dlatego każdy z uczestników musiał posiadać odpowiedni sprzęt, a także prawidłowe przygotowanie fizyczne, które rzeczywiście okazało się niezbędne.

Sprzęt już gotowy

Do wyzwania został niecały miesiąc, więc rozpocząłem przygotowania. Dobrą kondycję staram się utrzymywać przez cały rok, ale wiedziałem, że muszę wzmocnić mięśnie nóg. Na ten okres zrezygnowałem z auta i gdzie tylko mogłem, chodziłem. Dodatkowo, w plan treningowy wplotłem również liczne serie przysiadów, a nawet szukałem budynku z duża ilością pięter, aby raz w tygodniu wspiąć się na jego szczyt, ale ostatecznie zrezygnowałem z tej opcji. Wyposażenie, które uznałem za niezbędne to szorty, grube wełniane skarpety, nieprzemakalne buty, dwa komplety raczków zakładanych na obuwie, niezawodne „trytytki” (które miały swoje 5 minut!) czapka, rękawiczki, odzież na zmianę, kurtka przeciwdeszczowa oraz prowiant. Sam plecak pożyczyłem od przyjaciela, odwiedzając Wrocław w drodze do Karpacza.

10 marca zjawiłem się przy wejściu na czarny szlak, a gdy zobaczyłem ludzi ubranych w same szorty, wiedziałem, że jestem w dobrym miejscu. Zapłaciłem za wejście, powoli zacząłem przygotowania i obserwowałem zbierających się śmiałków. Jadąc na miejsce miałem mały problem nawigacyjny i skontaktowałem się ze znajomą, którą poznałem przypadkiem kilka dni wcześniej, a mianowicie szukając informacji o tego typu wyprawach na forum internetowym, zauważyłem, że jedna z osób ma informację od przyjaciela, który wielokrotnie był na tego typu wycieczkach. Zaczerpnąłem wiedzy niezbędnej do zaplanowania wyprawy, a dzięki wskazówkom udało nam się znaleźć na początku trasy i wspólnie ją rozpocząć.

Raportu GOPRu

U podnóża Śnieżki było w miarę spokojnie, temperatura sięgała kilku stopni, a od czasu do czasu pokropił deszcz. Dziwnie to zabrzmi, ale byłem trochę zawiedziony. Kiedy decyduję się na wykonanie niecodziennych wyzwań, mój pokrętny umysł chce, by zadanie było maksymalnie trudne, a adekwatnie satysfakcja z jego ukończenia, jak najwyższa. Kilka dni przed samym wydarzeniem, organizator udostępnił na Facebooku raport przygotowany przez GOPR. Próba bicia rekordu w naszym wykonaniu była całkowicie oficjalna i poparta zgodą władz parku i ratowników, a samo pismo wskazywało na to, że warunki będą ekstremalne i uniemożliwiające akcje ratunkową. Z jednej strony wiedziałem, że to nie jest zabawa, natomiast z drugiej poczułem ekscytację i satysfakcję.

Wymagania dotyczące wysiłku fizycznego były całkowicie uzasadnione. Przez około dwie pierwsze godziny wspinaliśmy się krok po kroku po ciągle wznoszącej się ścieżce. Mimo, że mięśnie moich nóg były dość silne i poddane wcześniej dedykowanemu treningowi, czułem, że nie byłem w 100 % przygotowany. Początkowo wchodziliśmy grupami, kilka osób przy sobie, ale wraz ze wzrostem wysokości, droga zaczęła się zwężać i stawać się coraz bardziej ośnieżona oraz oblodzona. Po dwóch godzinach marszu ekipa poruszała się już gęsiego, a każdy krok stawialiśmy bardzo rozważnie z uwagi na stromość i lód, aż dotarliśmy do niewielkiej polany, gdzie szlak odbijał w lewo.

Czas na sesję…

Muszę przyznać, że w tym momencie uda i łydki paliły mnie już żywym ogniem, więc ta przerwa była dla mnie istnym darem. Czułem, że odzyskuję nowe siły, delikatnie maszerując, zmieniając pozycje i rozluźniając nogi. Zimno nie stanowiło dla mnie problemu, ale bardzo potrzebowałem choćby krótkiej regeneracji dolnych partii ciała. Drugą rzeczą, która dała mi mnóstwo sił, były widoki. Odwiedziłem w życiu kilka pięknych miejsc, ale to co ujrzałem zapierało dech w piersiach. Stałem właśnie zimą na wzgórzu Śnieżki, w samych butach, szortach, plecaku i ochronie termalnej kończyn, wokół delikatnie prószył śnieg, a przede mną rozpościerał się genialny widok gór, polan, drzew pokrytych białym puchem. Takiego obrazu nie sposób zapomnieć.

… i odpoczynek.

Drugi etap rozpoczął się z nową energią, a zaraz po jego rozpoczęciu swój udział miały opaski zaciskowe, które uratowały pęknięte raczki towarzysza wyprawy. Czułem się naprawdę świetnie, zregenerowałem siły i nie przejmowałem się zimnem. Z każdym krokiem warstwa śniegu stawała się coraz grubsza, a wiatr coraz silniejszy, a ja robiłem robiłem zdjęcia sobie, innym, kładłem się na ziemi, a czasami pozwalałem sobie nawet na mały trucht. Co jakiś czas mijałem także turystów ubranych po szyje, którzy dziwili się z naszych nietypowych strojów, pozdrawiali nas i fotografowali.

Po około 1,5 godziny minąłem Dom Śląski (1400 m n.p.m.), który z uwagi na załamanie pogody, stał się naszym miejscem docelowym. Niestety ta informacja musiała mi umknąć i dalej podążałem przed siebie, prosto na szczyt. Warto wspomnieć, że warunki klimatyczne na tym etapie były już poważne, ale to wciąż nic, w porównaniu do tego, czego miałem doświadczyć za kilka chwil.

Jakieś 30 minut później szlak zamienił się w kamienne schodki, które w tym czasie były całkowicie oblodzone, a prymitywne raczki ledwo dawały sobie z nimi radę. Bardzo ostrożnie stawiałem każdy krok, wspierając się prowadzącym do góry łańcuchem. Kolejnym problemem był wiatr, który mogę określić jako potężny. Nie bez przyczyny Śnieżkę określa się jako najbardziej wietrzne miejsce w Europie, co bardzo mocno poczułem na własnej skórze. Jak się później dowiedziałem wiało z prędkością ponad 100 km/h, a temperatura odczuwalna wynosiła minus 26 stopni Celsjusza.

Wyposażenie, a raczej jego częściowy brak, również dało się we znaki- mianowicie chodzi o gogle lub chociaż zwykłe okulary. Śnieg, który siekał mnie w odsłonięte części ciała do tej pory nie stanowił większych niedogodności, ale teraz z trudem ograniczał mi widzenie, co w tych warunkach stało się bardzo niebezpieczne. Zauważyłem także, że ta krótka część wyprawy bardzo mnie wyczerpała, poczułem ogromny głód, zimno zaczęło doskwierać. W pewnym momencie usiadłem na środku drogi, zdjąłem rękawice i zacząłem jeść prowiant wokół ogromnej zawieruchy- to był dla mnie sygnał, że moje zachowanie nie do końca stało się racjonalne, a moja uwaga pozostawia wiele do życzenia.

Góry kocham za to, że są surowe, dzikie i bezkompromisowe, niezależnie od tego, czy jesteś na 1600 metrach czy 8000 metrach. Nie zważają na to kim jesteś, gdzie się urodziłeś, ile masz lat, jakie skończyłeś studia i ile wynosi Twoja pensja. Jeśli je zlekceważysz zawsze zostaniesz za to ukarany, a cena bardzo często jest tą najwyższą. Dlatego postanowiłem, że tym razem to Góra zwyciężyła i zawrócę. Droga w dół była chaotyczna, stroma, o wiele za dynamiczna, ale w głowie miałem jedynie dotarcie do schroniska.

Dom Śląski pękał w szwach, a każdy stół oblegali półnadzy śmiałkowie, którzy odpoczywali po długim marszu. Wzorem innych zmieniłem odzież na suchą, kupiłem gorącą herbatę z sokiem i zabrałem się za prowiant, czekając aż wiatr, który dosłownie zwalał z nóg, zelży. Mimo wciąż uciążliwych warunków atmosferycznych nadszedł czas opuścić ciepły przybytek i udać się w drogę powrotną, więc zebraliśmy się w grupę z moimi nowo poznanymi towarzyszami i już w pełnym ekwipunku, ruszyliśmy.

Wydawać się może, że powroty są łatwiejsze, ale nie jest to do końca prawda. Właśnie w tym etapie ma miejsce najwięcej błędów i uchybień z uwagi na utratę czujności i ostrożności, ale pomimo tego droga była naprawdę wspaniała. Śnieg szybko zasypał ślady pozostawione przez naszych poprzedników, przez co często musieliśmy korygować trasę, a nogi grzęzły w wysokich warstwach puchu. Natomiast stawiając krok za krokiem czułem tylko i wyłącznie radość, poczucie spełnienia i zachwyt okolicznościami natury.

W drodze powrotnej

Reasumując całe to przedsięwzięcie, formuje mi się tylko jeden wniosek- było to jedno z najpiękniejszych przeżyć w moim życiu. Wierzę, że każdy uczestnik, który wziął udział w tej wyprawie miał ku temu swoje własne powody, motywację i intencję,a szczyt do zdobycia znajdował się w jego głowie, natomiast sama góra była tylko narzędziem do jego osiągnięcia. Próba pobicia tego rekordu, dla mnie osobiście, była wejściem na wyższy poziom, odblokowania kanałów w moim umyśle, które z jakiegoś powodu nie były wcześniej dostępne, a warunki do realizacji tego celu były po prostu idealne. Poprzez surową przyrodę, zimno, walkę z własnymi słabościami do harmonii ciała oraz umysłu, dialog wewnętrzny, odkrycie pokładów, które przez cały ten czas leżały gdzieś głęboko zakopane w nas samych, to niecodzienne korzyści zdobywane jedynie w niecodziennym okolicznościach. Teraz z pełną świadomością wiem, że wspinała się jedna osoba, natomiast z góry zszedł zupełnie ktoś inny. Ktoś, kto jest silniejszy w każdym aspekcie.

” W życiu nie chodzi o odnalezienie siebie. W życiu chodzi o wykreowanie siebie.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s